Przyglądaliśmy się poduchom mchów i porostom, szukaliśmy szyszek, wąchaliśmy zioła i zadzieraliśmy głowy śledząc ptaki....
Wycieczki do lasu z młodszymi klasami ze szkół podstawowych zawsze dostarczają prowadzącemu wiele satysfakcji, a jej młodym uczestników, oprócz zaspokojenia ciekawości i sporej dawki przygody, pewnie materiału i ważnych podstaw do dalszej nauki. Najważniejsze jest jednak rozbudzanie pozytywnych emocji i uczuć związanych z lasem, naturą i przyrodą. Pewnie tak było w czasie wycieczki z uczniami III klasy ze Szkoły Podstawowej Nr 1 w Wyszkowie...
Po oczekiwaniu w pełnej gotowości, stojąc w parach, przed budynkiem szkoły ruszyliśmy bardzo dziarsko, przekroczyliśmy ruchliwą ulicę, przeszliśmy przez park miejski, a potem przez most na Bugu i wkrótce znaleźliśmy się w lesie...
Początek zapowiadał się dobrze. Sosnowy las wydawał się przyjazny i bezpieczny... Przyglądaliśmy się miękkim poduchom mchu i porostom, szukaliśmy różnego rodzaju szyszek, znaleźliśmy kuźnię dzięcioła, wąchaliśmy zioła i świeże gałązki krzewów, zadzieraliśmy w górę głowy – podziwiając wysokie, gonne sosny... Przekroczyliśmy, pod wiaduktem, linię obwodnicy, z pędzącymi po niej samochodami i wkrótce doszliśmy do sporej polany. Nie brakowało tu chrustu, więc zatrzymujemy się rozpalamy ognisko i z radością pieczemy kiełbaski, korzystając z patyków pozostawionych przez poprzedników. Smakują, choć pieczenie nadzianych na patyk „kiełbach”, nie jest dla wszystkich łatwe, część z nich ląduje w ogniu...
Piaskiem starannie zasypujemy ślad po ognisku i drogą z kałużami idziemy dalej... Niespodziewanie opuszczamy drogę i wchodzimy w inny niż dotychczas las. Rosną tu, na otoczonych wodą wyspach, ciemne olchy. Skacząc z kępy na kępę docieramy do grupy bardzo gęsto rosnących świerków. Przedzieramy się przez nie i wychodzimy na niewielką suchą polankę, by znów wejść w bagna...W końcu docieramy do olbrzymiego żeremia (domu bobrów) i leżącej za nim położonej na górce piaszczystej polany. Stoi tu wielki dąb. Niestety zupełnie uschnięty, bo bobry podjęły nieudaną próbę jego powalenia. Korę podskubały mu dzięcioły szukające korników. Odpoczywamy tu chwilę, a potem idąc ścieżką, wydeptaną przez łosie (widać ich tropy) - badamy otoczenie; tropiąc ślady, rozpoznając kwiaty i zioła, obserwując las... Niespodziewanie znajdujemy zrzucony róg łosia! (był jedynie szpic jednoroczniaka.)
Opuszczamy „suchą wyspę” i znów idziemy ścieżką przez bagno. Dochodzimy do niewielkiej rzeczki, którą przekraczamy po bobrowej tamie. Po dłuższym odpoczynku, przerwanym w końcu przez zlatujące się komary idziemy podmokłą ścieżką, obok której znajdujemy zieloniutką rzekotkę. Ostrożnie ją oglądamy. Dochodzimy do polany na której stoi myśliwska ambona i wchodzimy w świerkowy zagajnik. Gałęzie świerków stanowią taką gęstwinę, że do ich podnóża przedostaje się niewiele światła i pewnie dlatego nic pod nimi już nie rośnie. Idziemy po świerkowym igliwiu, lawirując między uschniętymi gałązkami. W końcu wydostajemy się na drogę prowadzącą w kierunku Wyszkowa i powoli wracamy... Prawie, do samego końca kondycji nie brakuje...